„Czereśnie zawsze muszą być dwie” – Magdalena Witkiewicz i miłość Gdańsko – Łódzka

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość – nieustannie wpływają na siebie i kierują naszym życiem. Obserwuje to Magdalena Witkiewicz i udowadnia, że nic nie dzieje się przypadkiem i nawet największy smutek może prowadzić do czegoś pozytywnego. Autorka przy tym wzrusza i zmusza do docenienia każdej chwili, pokazując kruchość życia i ulotność szczęścia.

Zawsze chcesz kochać i być kochaną. Nieważne, czy jesteś współczesną dwudziestopięciolatką, czy masz siedemdziesiąt, osiemdziesiąt, czy jako młoda dziewczyna patrzysz na świat ze starej fotografii, wiszącej na ścianie w Białej Fabryce Ludwika Geyera.

Nie lubię opowiadać zbyt wiele o fabule, żeby nie psuć Wam zabawy… Zdradzę jedynie, że wszystko kręci się wokół Zosi – kobiety wchodzącej w dorosłe życie. Dziewczyna przeżywa pierwszą miłość i prawdziwą przyjaźń, która prowadzi ją z Gdańska aż do Rudy Pabianickiej i Łodzi. Jej przeprowadzka jest również związana z podróżą w czasie i niesamowitą historią miłosną, która skradnie Wasze serca, ale o tym musicie już przekonać się same.

Miałam wrażenie, że rozsypała mi się wieża z klocków, którą do tej pory budowałam i muszę zbudować ją zupełnie na nowo. Niektóre klocki odpadły i poleciały gdzieś daleko. Na tyle daleko, że zabrał je ktoś inny i już nie mogę ich użyć. Do kogoś innego one również nie pasują. Muszę się nauczyć budować moją wierzę bez nich. Zupełnie inną niż ta poprzednia, ale moją własną.

Zosia ma zupełnie inny charakter niż ja i to właśnie do mnie bardziej pasowałby przydomek „samosia”. Nienawidzę być od kogoś zależna i źle się z tym czuję, a Zośka zupełnie nie potrafi sobie radzić w życiu i ciągle wymaga opieki… Najpierw decydują za nią rodzice, później rzeczywistość organizuje zaprzyjaźniona staruszka, chłopak i na końcu świeżo poznany znajomy. Mimo wszystko polubiłam tę zagubioną we własnym świecie bohaterkę i mocno jej kibicowałam, choć czasem miałam ochotę nią potrząsnąć, żeby się w końcu obudziła…

Czasem możemy dotknąć naszych marzeń, ale odwlekamy te chwile. Na potem, na za godzinę, za miesiąc. Na moment, kiedy będziemy do tego perfekcyjnie przygotowani. A czasem trzeba żyć chwilą. Łapać szczęście szybko w dłonie. Nieważne, że nie mamy na sobie fraka i sukienki balowej, drugi raz życie może nam nie dać szansy. A nasze marzenie, które było w zasięgu ręki, może ulecieć niczym motyl.

Chociaż autorka jest Specjalistką od Szczęśliwych Zakończeń, to tym razem na prawdziwe szczęście musieliśmy długo poczekać. Mimo pełnej różu okładki i ciepłej treści, Czereśnie są przepełnione cierpieniem, ale równocześnie pełne magii. Mają w sobie mnóstwo tajemnic, emocji, radości i przede wszystkim różnych odcieni miłości – nie tylko tych pięknych i górnolotnych.

To tak, jakbyś miała ogromny dom z jednym pokojem, w którym trzymasz wspomnienia i pamiątki. Nie zaglądasz tam często, czasem przechodzisz obok, nie otwierając do niego drzwi. Czasem jednak wyważasz drzwi, które wcześniej zamknąłeś na kilka zamków i siedzisz w tym pokoju tak długo, aż ktoś cię stamtąd wyciągnie.

Autorka kładzie tu duży nacisk na wyobraźnię… Nie mamy tu nawet dokładnego opisu wyglądu postaci i każdy jest taki, jakim go widzimy w głowie. Jestem pewna, że Marek dla każdej z Was będzie miał konkretną twarz, związaną mocno z Waszą przeszłością: u mnie właśnie tak było! O książce rozmawiałam z moją babcią, która przecież przeżyła czasy, które opisano w książce. Doszłyśmy przy tym do wspólnego wniosku, że Czereśnie mogą inspirować i zachęcać do bliższego poznania Łodzi, Rudy Pabianickiej i ich historii. Pomyślałyśmy przy tym, że cudownie by było dodać do książki parę szkiców: fragment stroju z dawnych lat, kawałek dworku z ozdobną kolumną, damskie rękawiczki czy biżuterię. Dzięki temu czytelnik jeszcze lepiej wczułby się w ten niepowtarzalny klimat dawnych lat. To nie jest wada, że nie ma tych szkiców – jedynie nieśmiałe marzenie dodania jeszcze większej magii.

Wszyscy chodzimy w labiryncie poplątanych życiowych dróg. W zależności od tego, w którą ścieżkę skręcimy, nasza droga zakończy się w tym lub w innym miejscu. Niezależnie od tego, czy wybór drogi życiowej będzie naszą decyzją, czy podejmiemy ją pod wpływem wiatru napędzanego przez los.

Magdalena Witkiewicz wierzy w dobro i próbuje tą wiarą zarażać swoje czytelniczki. Przemawia też do tych, którzy uważają, że samotni również mogą być szczęśliwi. Nie mogą! Większość rzeczy cieszy bowiem dopiero wtedy, kiedy możemy z kimś podzielić się naszą radością. Czereśnie są zupełnie inną książką, niż poprzednie: bardziej dojrzałą, refleksyjną i dopracowaną w każdym calu, również pod względem researchu i wspaniałego klimatu powieści. Wyraźnie czuć, że autorka włożyła tutaj mnóstwo pracy, emocji i serca, dzięki czemu od książki trudno się oderwać, a łzy biegną po policzkach bez naszej wiedzy. Zakończenie również jest magiczne i na szczęście nie przesłodzone. Oby więcej takich książek!

Premiera książki już 10 maja!

Za książkę serdecznie dziękuję Magdalenie Witkiewicz oraz Wydawnictwu Filia!

  • Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie
  • Autor: Magdalena Witkiewicz
  • Wydawnictwo: Filia
  • Rok wydania: 2017
  • Liczba stron: 490
  • Ocena: 6/6
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura kobieca, literatura piękna, polscy autorzy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „„Czereśnie zawsze muszą być dwie” – Magdalena Witkiewicz i miłość Gdańsko – Łódzka

  1. ~chiyome pisze:

    Nie mogę się doczekać tej książki.

  2. ~Karolina pisze:

    Muszę przeczytać. Mnie ostatnio wciągnęła książka Pauliny Świst „Prokurator”. Bardzo dobrze się czyta, polecam :)

Odpowiedz na „~chiyomeAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>