„Dziecko last minute” – Natasza Socha o urokach (i koszmarach) macierzyństwa

Ciąża – zaledwie piecioliterowe słowo, które zawsze budzi mnóstwo emocji. Tak jest również w przypadku Kaliny, która równocześnie strasznie się boi i równie intensywnie cieszy z rosnącego w jej brzuchu dziecka.

Niby komplement, ale nie do końca. Chyba nie potrzebowała aż cudu, żeby wyglądać pięknie. Niektórzy faceci nawet gdy mówią coś miłego, to odruchowo muszą to spieprzyć.

Nic jednak nie może być proste i piękne! Kalina musi zmierzyć się ze swoją matką oraz dorosłą córką i nie tylko przedstawić im wybranka swego serca, ale również przekazać szczęśliwą nowinę o powiększającej się rodzinie. Sprawę utrudnia Adam – mąż, z którym Kalina nigdy nie wzięła rozwodu, choć od lat ich nic nie łączy…

Natasza Socha pisze w taki sposób, jaki uwielbiam – refleksyjnie, ale z przekąsem. Chociaż w Dziecku last minute poruszane są trudne sprawy, a przygodom Kaliny towarzyszy wiele emocji, to akcja skrzy się humorem i ironią.

W codziennym życiu, szarym i dość nijakim, tanie romanse sprzedają się równie dobrze jak kiedyś cukier na kartki, a dzisiaj kasza jaglana.

Tym razem książka nie jest już taka lekka i zabawna jak Hormonia. Podczas lektury niejednokrotnie robiło mi się smutno, gdyż zdawałam sobie sprawę z tego, jak kłamliwi, dwulicowi, przebiegli i złośliwi bywają ludzie. Brak asertywności ze strony zarówno Kosmy jak i Kaliny sprawiał mi przykrość. Żadne z nich nie umiało odmówić byłemu partnerowi, przez co psuło swoją relację z obecnym partnerem.

Żaden mężczyzna nie pozostanie obojętny na takie starania, nawet jeśli chwilowo kocha inną kobietę. Mężczyźni są wzrokowcami, a im bardziej coś im się podoba, tym chętniej na to patrzą. A im częściej patrzą, tym silniej pragną tego dotknąć. A już kiedy dotkną, to chcieliby również posiąść. To prosty mechanizm, który rozumie każda kobieta. Na szczęście nie każda potrafi go wykorzystać.

Byłam pewna, że Dziecko last minute będzie cukierkową i lekką lekturą. Jest jednak zupełnie odwrotnie – książka porusza wiele istotnych problemów,  pokazuje wszystkie szarości świata i trudy bycia w ciąży – zarówno zdrowotne jak i psychiczne. Momentami czytałam ją z ciężkim sercem i strachem przed własnym przyszłym macierzyństwem. Ta lektura uświadomi Wam, jak ciężkim i wymagającym poświęceń czasem jest dla kobiety ciąża, a przy tym pokaże poplątane ścieżki ludzkich relacji i uczuć.

 

  • Tytuł – Dziecko last minute
  • Autor – Natasza Socha
  • Wydawnictwo – Pascal
  • Liczba stron – 352
  • Ocena – 5+/6

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura kobieca, polscy autorzy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „„Dziecko last minute” – Natasza Socha o urokach (i koszmarach) macierzyństwa

  1. Bardzo dobra recenzja, gdyby nie to, że mam już książkę, właśnie klikałabym kup teraz :)
    Pozwolisz, że wykorzystam fragment (oczywiscie podlinkowany) w środowym tekście o lekturach na jesień?
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>