„Idealna” – Magda Stachula prowokuje do myślenia

Żyjemy w czasach, w których kamery obserwują nas niemalże z każdego zakątka – na skrzyżowaniach, w sklepach, w tramwajach i autobusach, na stokach narciarskich, a czasem nawet na własnym podwórku. Z tych samych kamer ktoś nas może obserwować i śledzić każdy nasz krok… Niemożliwe? Przekonajcie się, co o tym mówi Magda Stachula!

Gdzie się podziała ta zdecydowana, radosna dziewczyna, która przez tyle lat żyła w mojej skórze? To niepodobne do mnie – tak siedzieć z założonymi rękami, cierpieć i czekać, co przyniesie jutro. Jakbym nagle stała się zupełnie inną osobą. I która z nas jest prawdziwa? Zmiana musiała następować powoli, wgryzać się we mnie niczym rdza w metal, dlatego jej nie zauważyłam. A teraz moje życie przewróciło się do góry nogami, pozbawiając mnie resztek złudzeń i odbierając marzenia.

Akcję poznajemy z perspektywy paru bohaterów, wśród których jest małżeństwo – Adam oraz Anita. Między nimi rosną konflikty, mnożą się niedopowiedzenia, a w tle rozgrywają się dwa, pozornie nieistotne wątki. Autorka parokrotnie celowo wprowadza czytelnika w błąd, aby utrudnić mu rozwiązanie zagadki… Anita bowiem od czasu problemów z zajściem w ciążę zachowuje się dziwnie i momentami agresywnie, a czas spędza na wirtualnym jeżdżeniu praskim tramwajem. Dodatkowo wśród swoich rzeczy osobistych odnajduje też zupełnie nowe, niepasujące do niej przedmioty. Oszalała? Ma zaburzenia pamięci? A może ktoś jakimś cudem jej je podrzuca, by zrobić z niej wariatkę? Wszystko jest możliwe i dzięki temu Idealna potrafi zaintrygować.

Moja żona jest cudowna. Powtarzam to sobie, schodząc po wypolerowanych marmurowych schodach. Moja żona jest najwspanialsza na świecie. Szczupła, wysoka blondynka, skandynawska piękność, obok której na ulicy nikt nie może przejść obojętnie, ani mężczyźni, ani kobiety. W jednych wzbudza pożądanie, a w drugich zazdrość. Jest idealna. (…) Kiedyś za nią szalałem, dziś męczy mnie jej towarzystwo. Nigdy nie sądziłem, że tak będzie, ale właśnie tak się stało.

Porównanie z okładki do Dziewczyny z pociągu jest moim zdaniem krzywdzące dla Idealnej. Książka Magdy Stachuli jest dla mnie o niebo ciekawsza i bardziej wciągająca, choć faktycznie oparta na podobnej zasadzie – obserwacji ludzi i wyciągania z tego wniosków. Momentami lektura była dla mnie za bardzo przegadana – zabrakło mi dynamiki przez pierwsze 100 stron, ale później czytałam z wypiekami na policzkach.

Coraz częściej zastanawiam się, czy nie zaczynam mieć na nią uczulenia. Dosłownie drapie mnie w gardle i cierpnie mi skóra, gdy idę schodami do góry. Przestałem używać windy, aby choć o kilka sekund przedłużyć powrót do naszego mieszkania.

Ze względu na ciężkie emocje ciężko czytało mi się tę książkę – bolał mnie zupełny brak komunikacji między ludźmi, całkowite niezrozumienie drugiej osoby i ta okropna zmiana relacji w małżeństwie, spowodowana bezsilnością i problemem z zajściem w ciążę. Przecież tak naprawdę Adam nadal kochał żonę, a ona jego, tylko zupełnie nie umieli się odnaleźć i szczerze porozmawiać. Najgorsze jest jednak to, że tego typu nieporozumienia są u nas na porządku dziennym i to nie tylko wśród małżeństw, ale również całych rodzin czy środowisk rówieśniczych. Wielkim plusem jest dla mnie to, że autorka pobudza do refleksji nie tylko nad małżeństwem czy problemami z zajściem w ciążę, ale również nad komunikacją i naszym światem pozbawionym empatii.

Powiem szczerze, że jestem zaskoczona tym, że Idealna jest debiutem literackim, gdyż jest dopracowana pod niemalże każdym względem. Postacie są świetnie zarysowane, język lekki, akcja od połowy książki aż wre i potrafi zaskoczyć, a do tego możemy się wiele nauczyć o naszej wątpliwej w tych czasach prywatności. Samotność we dwoje, nieporozumienia, konflikty, tajemnice i zagadki – to wszystko znajdziemy w tej niepozornej książce. Polecam Idealną przede wszystkim miłośnikom thrillerów i kryminałów, a sama czekam na kolejne dzieła Magdy Stachuli. Jestem pewna, że jeszcze będzie o niej głośno!

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!

 

  • Tytuł – Idealna
  • Autor – Magda Stachula
  • Wydawnictwo – Znak Literanova
  • Liczba stron – 390
  • Ocena – 5/6
Ten wpis został opublikowany w kategorii kryminał, polscy autorzy, thriller i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „„Idealna” – Magda Stachula prowokuje do myślenia

  1. Widzę, że nie tylko ja mam taką opinię o tej książce :)

  2. Najgorsza książka, jaką czytałam. Zmarnowałam czas i pieniądze… kupiłam „Idealną” Magdy Stachuli

    Mogłam kupić coś innego, ale uznałam, że wydawnictwo „Znak” to wciąż jeszcze jakaś marka, więc pewnie książka okaże się chociaż w miarę dobra. Nie spodziewałam się cudów po thrillerze psychologicznym, ot może lekkiej, ale przyzwoitej książki do przeczytania w podróży. Brak mi słów, żeby wyrazić, jak bardzo się rozczarowałam.

    Wstydzić powinno się wydawnictwo, bo nic nie tłumaczy tak strasznego braku gustu. Chyba, że przyjmiemy zasadę etyczną, popularyzowaną przy okazji zaistnienia filmu „Botoks”, która brzmi: „Każdy ma w końcu jakieś kredyty do spłacenia”. Wydawnictwo podpisało jednak z autorką jakąś umowę o współpracy, czym ona się chwali na końcu i pisze, że uginają się jej przez to z wrażenia kolana (mnie też…).
    Ludziom, którzy chcą wiedzieć, co zrzucam książce, mogą przeczytać poniższą, ostrzegam długą, wypowiedź. Niedowiarkom przedstawiam kilka skanów (na moim FB) i niech sami ocenią.

    Ale do rzeczy – powieść jest reklamowana słowami typu: „Dla fanów <>, thriller psychologiczny, takiej książki jeszcze w Polsce nie było… no i oczywiście: <>”.

    A ja już od początku zauważyłam, że niebezpiecznie leci kiczem i to tym najgorszym z najgorszych.
    Ponad 300 stron tej powieści to, niestety, bzdura na bzdurze, parada stereotypów, pisanie o wszystkim i niczym oraz słaby do granic wytrzymałości język z błędami (wydawnictwo nie ma korekty?).

    Wady w konstrukcji bohaterów (nie jestem w stanie wymienić wszystkich, a zatem kilka):

    -wszyscy są kiczowato bogaci, inteligentni i piękni
    -zarabiają świetnie, choć nie wiadomo do końca, czym się zajmują (główna bohaterka siedzi w domu, i, jak sama mówi, pracuje na pół etatu, a zarabia jak na etacie niesamowite pieniądze, których pewnie wszyscy jej zazdroszczą)
    - bohaterowie wciąż przechwalają się przed czytelnikiem swoimi mocnymi stronami (umiejętność planowania, precyzja, profesjonalizm, klasa i styl), chyba na wypadek, gdyby jakiś tępy odbiorca jednak nie załapał, jacy to są cudowni
    -mimo swej cudowności są nieszczęśliwi (jakież to niesprawiedliwe!) – Anita ma mnóstwo dziwnych fobii, poza tym nie może zajść w ciążę i jest w depresji, Marta poroniła, bo została porzucona przez miłość życia… Adam wcześnie stracił rodziców… i dlatego nie może odwiedzać teściów… I takie tam.
    -Eryk – artysta (znak rozpoznawczy artysty to torba z portfolio), wciąż nie może się zdecydować, jak powinien traktować w życiu kobiety i związki z nimi, w dodatku daje się wkręcić w zawiłą (a w sumie również głupią do granic wytrzymałości aferę kryminalną, na końcu której popełnia zupełnie przypadkowo zbrodnię doskonałą)
    -ponad trzydziestoletnia Marta, międzynarodowa (jak chyba wszyscy tutaj) specjalistka w dziedzinie ginekologii zachowuje się jak gimnazjalistka, którą rzucił chłopak… żenada!
    - autorka natrętnie przekonuje czytelnika, jacy to bohaterowie są głęboko i z wielu powodów zranieni psychicznie!!!!

    W jakieś netowej recenzji przeczytałam, że książka jest życiowa. (POWAŻNIE?)

    Wady w warstwie fabularnej (jw.)

    -głównym problemem ma być zdaje się misternie budowana przez Martę zemsta na Anicie (powód: mężczyzna imieniem Tobiasz porzucił kiedyś Martę, która próbowała złapać go na dziecko, bo zakochał się w Anicie; na odchodne zakomunikował „[Anita] Jest idealna. Za każdym razem bezlitośnie obnaża wszystkie twoje niedoskonałości.”)
    -no więc, jak wygląda zemsta: Marta robi wszystko, by Anita została jej pacjentką (tzn. zostawia np. ulotki za wycieraczką w samochodzie) w okropnie drogiej i elitarnej klinice; oczywiście to się udaje; następnie Marta wmawia Anicie, ze może mieć kłopoty z zajściem w ciążę (Anita jest zdrowa jak rydz) i wstrzykuje jej lekarstwo na bezpłodność, które tak naprawdę jest środkiem antykoncepcyjnym, wywołującym przy okazji depresję….(sic!). Anita nie może zajść w ciążę i oczywiście popada w depresję; jej cudowny mąż Adam nie wytrzymuje tego psychicznie i chodzi codziennie na kawę do MacDonalda, a potem wdaje się w romans z Martą, co ona zresztą również wcześniej zaplanowała; Marta podkrada kochankowi klucze do małżeńskiego mieszkania i zostawia w nim różne przedmioty, tak aby Anita nadal utwierdzała się w przekonaniu, że jest wariatką, bo nie pamięta, co kupuje; poza tym Marta morduje ukochanego kota Anity, topiąc go w wannie (Boże, czy Ty to widzisz?) i, wiedząc o różnych fobiach Anity, podrzuca do mieszkania szczury!
    -Marta chce jednak w pewnym momencie przestać wstrzykiwać Anicie ten antykoncepcyjno-depresyjny lek, bo tamta ma (wg jej planu) zajść w długo wyczekiwaną ciążę i …..poronić.

    Jakież to wyrafinowane!

    -Anita jakoś jednak wszystko odkrywa i znika; tak naprawdę ucieka do Pragi, gdzie pomaga w rozwiązaniu równie kiczowatej jak warszawska afera psychologiczna, aferze kryminalnej; w tym czasie mąż przechodzi metamorfozę i zaczyna jej szukać; W końcu znów ją kocha!
    -wcześniej Adam odbył cudowny seks z żoną, podczas którego ona płakała ze wzruszenia, niestety, na następnej stronie książki czytamy, że Anita znów jest w rozpaczy, bo uważa, że została zgwałcona
    -Anita zna Pragę i ludzi tam mieszkających, bo od kilku miesięcy podgląda ich przez internet (konkretnie za sprawą kamery zamontowanej w praskim tramwaju)
    - raz bohaterka, widząc deszcz w Pradze, wychodzi na słoneczną warszawską ulicę w kaloszach i w pelerynie, a dzieci grające w klasy (jest rok 2015) się z niej śmieją
    -Anita jest tak poraniona psychicznie, że prawie nie opuszcza domu, chyba że idzie do prywatnej kliniki ginekologicznej lub do Rossmana (sic!), żeby kupić test ciążowy
    -Anita ma w domu kolekcje testów ciążowych z jedną kreską, które traktuje jak relikwie
    -Kiedy Anita jest w Pradze, podgląda z kolei przez kamerę internetową swoje własne mieszkanie i widzi, jak Marta, która się nie pierwszy raz do niego dostaje, dotyka jaj naznaczonych świętością porażki eksponatów; kobieta popada w tysięczną chyba z kolei rozpacz i „nie może dojść do siebie”
    -Anita jednak zachodzi w ciążę, pisze „jestem w ciąży” na powłoczce od poduszki i rozwija ten napis w przed kamerą w Pradze, Adam w tym czasie śledzi to zdarzanie w internecie i wygłasza kolejny raz pochwałę oryginalności, polotu i fantazji swojej żony

    Idiotyzmów w książce jest więcej, nie sposób ich wszystkich wymienić.

    PROSZĘ PAŃSTWA, „ZNAK” NAPARAWDĘ WYDAŁ TAKĄ KSIĄŻKĘ

    Język:
    - ginekolog, który raz zastępuje Martę w prywatnej klinice, okazuje się sąsiadem i adoratorem Anity, ale to nic, bo cytuję: „Ja jestem lekarzem, ty żonatą pacjentką, po sprawie” (s. 169)
    - Marta, która nienawidziła swoich rodziców, mówi o nich: „Wyrazista mimika t w a r z y, rozbiegane oczy i nadmierna gestykulacja. Boże jak okropnie ich się wstydziłam.” (s 143)
    - zbędny patos i gimnazjalna frazeologia np. „Nie mówiliśmy o tym więcej, ale niewidzialny łańcuch przykrych doświadczeń jest wciąż obecny między nami.” (s.153)
    -powtarzanie do znudzenia określenia „ta suka” (zarówno przez Martę, jak i Anitę) jako zapewne wyraz frustracji wobec rywalki

    PROSZĘ PAŃSTWA, „ZNAK” NAPARAWDĘ WYDAŁ TAKĄ KSIĄŻKĘ

    Pominę durne uwagi oraz głupkowate ocenianie nieznajomych ludzi po wyglądzie np.: „Ona, rzucająca się w oczy artystka, i on, kulturysta lub robotnik budowlany, rozumiesz, coś w tym stylu” (s. 254). „Piękne zęby i luksusowe mieszkanie, chyba jednak nie osiągnęłaby tego, będąc zawodowym cukiernikiem.” (s. 163)
    Książka jest zła do bólu i w zasadzie nie o to chodzi, że ją wydano (żadna nowość, że wydaje się w Polsce paździerze, o czym mówi często na swoim kanale Paweł Opydo), ale że książkę wydało jedno z bardziej szanowanych (kiedyś?) wydawnictw; to sprawiło, że ja (zacytuję Anitę) „wyję w środku bezgłośnie jak zarzynany zwierz” (s. 62).

    Na zakończenie:

    Gdybym nie przeczytała uwagi na okładce, że autorka jest absolwentką UJ, to pomyślałbym, że powieść została znaleziona wśród tekstów nadesłanych na jakiś szkolny konkurs literacki. Oczywiście na szkolnym konkursie nie zostałaby nawet wyróżniona, ale to szczegół. Zresztą „powieść” to za dużo powiedziane – to książka, która liczy 380 strona tylko dlatego, ze połowa tekstu stanowią wypełniacze z informacjami typu, że dzwoni telefon, że ktoś idzie do toalety, stoi w korku,dopija mleko, zgniata butelkę itp. Straszne!
    Jestem rozczarowana, wiem, że nigdy nie wydam już pieniędzy na żadną książkę pani Stachuli.

    • ~Bogna Walkowiak pisze:

      Przykro mi, jesli uraziłam czyjeś uczucia. Nie mam nic przciwnko temu, żeby inni ludzie czytali książki tej pani. Nie zazdroszczę jej sukcesów.

      Jednak ja nie, nigdy, przenigdy, naprawdę cierpiałam podczas czytania…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>