Remigiusz Mróz – „W cieniu prawa”, czyli podróż w czasie z morderstwem w tle

Remigiusz Mróz jest osobą, która lubi intrygować, zadziwiać i wprawiać w osłupienie. Tym razem zaskoczył mnie już od pierwszych stron zupełną zmianą języka! W cieniu prawa jest bowiem thrillerem retro.

Guwernantka po raz trzeci zapukała do sypialni na piętrze. Nigdy nie pozwoliłaby sobie na taką zuchwałość, gdyby nie to, że z pokoju panicza wydobywał się smród urągający synowi świnopasa, a co dopiero dziedzicowi wielkiego majątku.

Książkę czytałam z przyjemnością ze względu na specyficzny klimat oraz słownictwo. Remigiusz Mróz starał się o słowa, które dawno wyszły z potocznego języka. Nawet tamtejsze inwektywy są urocze z dzisiejszej perspektywy. Autor niestety trochę zbyt pobieżnie zadbał  o tło historyczne… Zamieścił jednak parę danych z tamtych czasów, jak chociażby powszechna wówczas opinia, że palenie papierosów jest zdrowe.

Na dobry tytoń do fajki czy cygara nie było ich stać, a wszyscy chcieli palić. Nie dość, że miało to wpływać korzystnie na zdrowie, według broszury świadczyło o stanie społecznym. Autorzy Hygieny podkreślali, że to nawyk właściwy naukowcom i wybitnym umysłom.

Nie każdy lubi książki retro, ja jednak chętnie do nich zaglądam i z przyjemnością wsiąkam w dawne czasy – w tym przypadku mające miejsce ponad 100 lat temu. Lubię retro lektury, w których wiele mówi się o konwenansach, kulturze i dawnych zwyczajach. Można przy tym się wiele nauczyć i wzbogacić słownictwo, a przy tym doskonale się bawić. Tutaj z tym wzbogacaniem bywało różnie, ale i tak miło było czytać coś nieco odmiennego.

Piszę o słownictwie, a Wy prawie nic nie wiecie o fabule… Autor zaczął książkę z rozmachem i w pierwszych paru zdaniach wypruł flaki z dziedzica rodu. Pierwszym podejrzanym jest nowy czyścibut – Erik Landecki, jednak prawdopodobnie chłopak został wrobiony… Parę osób jakimś cudem postanawia zawalczyć o sprawiedliwość i uratować (do tej pory dla nich bezimiennego) Polaka. Czy uda mu się uniknąć kary śmierci? Kto i dlaczego chciał zabić czarną owcę rodziny Reignerów? Tego już Wam nie mogę zdradzić!

Umieścił klucz w zamku, nabrał głęboko tchu, a potem otworzył drzwi. To, co zobaczył w pokoju, przeszło jego najgorsze obawy. Panicz leżał półnagi na łóżku, jego głowa i ręce zwisały bezwładnie, zaś klatka piersiowa ociekała krwią. Część spłynęła na podłogę, ale zdecydowana większość wsiąknęła w białe prześcieradło.

Remigiusz Mróz parę razy mnie zaskoczył (chociażby mordując ważną postać), co jest dużym plusem książki. Muszę jednak jak zwykle trochę pomarudzić – czasem w akcję wkradała się monotonia, ale tylko po to, by ponownie zaskoczyć czytelnika w zupełnie nowym wątku. Postacie mają różne charakterystyczne cechy, ale zupełnie zabrakło mi opisu ich wyglądu i motywów działań… Wolałabym wiedzieć nieco więcej na temat tego, dlaczego dana postać postępuje tak a nie inaczej. Wiele spraw zostało tutaj podanych jedynie w domyśle, przez co niektóre wątki wydają się niedokończone. Trochę za dużo tu chaosu i dziwnych zbiegów okoliczności. Dodatkowo jedyną postacią, którą polubiłam jest podstarzały lokaj uwielbiający konwenanse – on jeden wydawał się mieć duszę, serce i własny rozum. Pozostałe osoby drażniły mnie brakiem konsekwencji w zachowaniu oraz niewyobrażalną odpornością psychiczną i fizyczną (zwłaszcza w przypadku Erika). Choć fabuła jest słabo dopracowana, a zachowania bohaterów często alogiczne, mimo wszystko czytałam książkę z przyjemnością. Pomysł sam w sobie jest dobry i ciekawy, a przy tym napisany lekkim i przyjemnym stylem, ale wymaga porządnego doszlifowania.

 Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!

  • Autor – Remigiusz Mróz
  • Tytuł – W cieniu prawa
  • Wydawnictwo –  Czwarta Strona
  • Liczba stron – 536
  • Ocena – 3+/6
Ten wpis został opublikowany w kategorii kryminał, polscy autorzy, thriller i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Remigiusz Mróz – „W cieniu prawa”, czyli podróż w czasie z morderstwem w tle

  1. ~KarolciaC pisze:

    Szkoda, że ta książka taka niedopracowana… Bardzo cenię tego autora!

  2. ~nikolsosna pisze:

    może za szybko pisał, taka teraz presja , bo ma swoje 5 minut :) ale i tak przeczytałabym chętnie chociażby z ciekawości :)

    • Dama Karo pisze:

      Pisał tę książkę dwa lata temu, jednocześnie ucząc się do egzaminów, więc to pewnie dlatego wyszło jak wyszło. Teraz jest znacznie dokładniejszy i uważniejszy, a książki naprawdę wspaniałe (Uwielbiam Chyłkę!).

  3. ~Paweł Dąb pisze:

    Remigiusz Mróz: W cieniu prawa
    Przy czytaniu tego utworu co chwilę można natrafić na różnego rodzaju błędy czy anachronizmy, np.:
    s. 9 – guwernantka. Guwernantka była nauczycielką domową dzieci. Po co więc guwernantka w rezydencji, w której nie było już dzieci?
    s. 9 – smród. Skąd straszliwy smród, skoro panicz Juliusz został co tylko zabity? (Guwernantkę „wyrwały ze snu głośne dźwięki”, jak się później okazało – towarzyszące zabójstwu panicza).
    W sprzyjających warunkach ciało może zacząć gnić już po kilkunastu godzinach [http://www.se.pl/wiadomosci/polska/co-sie-dzieje-z-cialem-czlowieka-po-smierci-po-dwoch-miesiacach-cial-jest-ciastowata-cuchnaca-breja_626667.html], czego wyczuwalną oznaką jest charakterystyczny aromat (smród, o którym Autor pisze), ale nie już po kilkunastu sekundach!
    s. 9 – w środku nocy. Jak oni się wzajemnie widzieli, skoro był środek nocy? Mieli noktowizory? Autor nic nie pisze o jakimkolwiek oświetleniu wnętrz.
    s. 9 – nazwa rezydencji: Raisental – nie jest to nazwa niemiecka, wygląda sztucznie. Raisen – nie ma takiego wyrazu w języku niemieckim. Powinna się raczej nazywać: Reisenthal. Znajdowała się „nieco ponad sześć kilometrów” od Wilamowic [s. 57] na terenie Galicji. Dlaczego więc ta i jeszcze kilka innych nazw miejscowości ma być niemiecka, skoro w Galicji językiem urzędowym był polski i wszystkie miejscowości i rzeki miały polskie nazwy?
    s. 9 – dworek. Tak Autor uparcie nazywa rezydencję Raisental. Dworek to mały dwór. W dworku mieszkał np. Niechcić z żoną Barbarą i dziećmi w „Nocach i dniach”
    [obrazy typowych dworków: https://www.google.pl/search?q=dw%C3%B3r&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwjiuK6iq_TVAhXKAJoKHc8XB-cQsAQIbA&biw=1366&bih=612.
    Jednak z opisu Autora wynika, że „dworek” Raisental miał co najmniej: parter, gdzie mieściła się m.in. kuchnia i izby czeladnie, piętro, na którym były liczne i obszerne pokoje von Reignerów, oraz przynajmniej jedno piętro z pokojami bardzo licznej służby (co najmniej kilkadziesiąt osób). Sądząc z opisu Raisental był raczej rezydencją na wzór zamku Potockich w Łańcucie, a nie „dworkiem”.
    s. 14 – śmierdzący but. Obuwie skórzane wystarczyło wysuszyć (np. sodą oczyszczoną), by pozbyć się smrodu. Czyścibut powinien o tym wiedzieć.
    s. 14 – łańcuch pokarmowy. To anachronizm. Dwudziestowuletni galicyjski półanalfabeta nie mógł znać tego terminu w 1909 r. (taki termin wtedy jeszcze nie istniał). Gdyby czyścibut zjadany był przez stojących wyżej w hierarchii, a ci – przez stojących jeszcze wyżej, wtedy byłby to łańcuch pokarmowy, a czyścibut stałby na samym jego dole (a raczej na samym początku). W zdaniu jednak chodzi o hierarchię dziobania, a nie łańcuch pokarmowy.
    s. 20 – baron Hendrik. Rodzina von Reignerów miała być niemieckojęzyczna. W takim przypadku powinien raczej mieć na imię Heinrich (forma Hendrik jest o wiele popularniejsza wśród ludności niderlandzkojęzycznej niż niemieckojęzycznej, która, choć rzadziej, lecz także używa jej).
    s. 20 – baron pojawił się w „bordowej bonżurce”. Musiał to być zaiste widok zapierający dech w piersiach: starszy mężczyzna w kusym ubraniu (rodzaju szlafroka w formie marynarki), spod którego wystawały gołe nogi, a między nimi dyndało się mocno sfatygowane wcześniejszym nadmiernym używaniem (o czym dowiadujemy się w późniejszej części powieści) męskie przyrodzenie. (Autor o pozostałych częściach garderoby barona wszak nie wspomina.)
    s. 21 – młodszy syn barona ma na imię Marc-Oliver. Dlaczego ma francuskie podwójne imię, a nie typowo niemieckie, np. Franz Josef czy Georg Friedrich?
    s. 21 – „w wolnym czasie czytywał powieści popularnego ostatnio Stefana Zweiga”. Stefan Zweig (1881-1942) popularnym stał się dopiero w latach dwudziestych XX w. czyli kilkanaście lat później, dlatego baron nie mógł jeszcze czytywać „powieści popularnego ostatnio Stefana Zweiga”. (Chyba że baron miał zdolność do podróży w czasie.)
    s. 30 – podomka. Kolejny anachronizm. W latach pięćdziesiątych XX wieku tygodnik Przekrój ogłosił na swoich łamach konkurs na nowy wyraz zastępujący niemiecką nazwę „szlafrok”. Zwyciężyła nazwa „podomka” [https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlafrok]. Nie mogła więc „podomka” podwinąć się już w 1909 r.
    s. 59 – „w izbie czeladnej znajdował się system dzwonków połączonych z każdym pomieszczeniem w Raisentalu”. To musiała być i centralka to ustrojstwo obsługująca, i musiało być jakieś zasilanie. Chyba nie stosem Volty?
    s. 63 – Celeritas. Był to dwuosobowy automobil produkowany w Wiedniu w latach 1901-1903. Autor każe nim jechać na posterunek w Olenfeldzie 3 osobom. Chyba wygodniej, a na pewno bardziej niezawodnie, było wysłać je furką lub bryczką.
    s. 97 – „zasiadł nad niewielką rzeką, odnogą Weichsel”. Weichsel to Wisła. Czemuż, u licha, nagle Autor użył niemieckiej nazwy królowej polskich rzek, a nie polskiej, skoro tekst jest w języku polskim? Wisła nie tworzy „odnóg” w rejonie, w którym rozgrywa się akcja powieści. Weichsel tworzy odnogi w pobliżu misata Danzig [Gdańsk].
    s. 425 – „Marc-Oliver zatrudnił się jako pomocnik ceglarza w pruskim Bielitz, tuż przy granicy z Austro-Węgrami”. Otóż Bielitz czyli po polsku Bielsko (obecnie część miasta Bielsko-Biała) leżało na Śląsku Austriackim, czyli w obrębie monarchii Austro-Węgierskiej, a nie w Prusach, gdzie je błędnie Autor umieszcza.
    s. 438 – Willy z Landeckim pili zatruty alkohol. „Willy obudził się kilka godzin później” – jak informuje Autor. Po tych kilku godzinach, gdy i Landecki się obudził, „poczuł znajomy zapach”. Okazało się, że znajdował się koło Nowogodu Wołyńskiego w Rosji, odległego od miejsca konsumpcji zatrutego alkoholu o około 800 km. Jakim cudem znalazł się tam w ciągu tych kilku godzin? Nawet jeśliby baronowa Hiltrude wraz ze swym synem Marcem-Oliverem bardzo się starali, nie byliby w stanie nieprzytomnego Landeckiego przetransportować do tak odległego miejsca. Szybkość transportu musiałaby wynosić ponad 200 km/h, zupełnie nieosiągalne dla ówczesnych podróżnych.
    s. 514 – „Trudno było na jego ciele odnaleźć pojedyncze miejsce, w które nie zostałby użądlony” [przez przyniesione w koszu pszczoły i osy]. To prawdziwy cud, że przeżył. Zdaniem alergologa prof. Piotra Kuny […] dorosły może umrzeć po ataku roju i użądleniu 100-200 pszczół lub os [http://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego,kiedy-osa-moze-zabic-,artykul,1645821.html]. Poza tym co to były za osy czy pszczoły (stąd Autor je wytrzasnął?), które zamiast spokojnie i pracowicie konsumować miód, żądliły podłoże na którym się znajdował (czyli ciało i rany bohaterskiego Landeckiego)?

    I tak dalej, i tym podobnie.

    Nagromadzenie w powieści nieprawdopodobieństw czy anachronizmów jest zadziwiające, jak na osobę piszącą doktorat. Liczba nonsensów dla ludzi znających tamtejsze realia kulturowe i historyczne jest zatrważająca. Rezultat można porównać chyba tylko z „Trędowatą” Heleny Mniszkówny (ta jednakże doktoratu nie miała). Z powieścią tą łączy dzieło Mroza także data: w 1909 roku „Trędowata” została wydana, w tym samym roku rozpoczyna się akcja powieści Mroza. Może był to celowy zabieg Autora? „Trędowata” ma swoją parodię w postaci „Na ustach grzechu”. Może i „W cieniu prawa” powinna się jej doczekać?
    Reasumując: jedynie przy wyłączonym myśleniu popartym dużą dozą samozaparcia powieść wciąga. Natomiast gdy się zaczyna analizować, trudno dobrnąć do jej końca.
    Zachęcam do wyszukiwania dalszych pomyłek, anachronizmów i nielogiczności. To znacznie ciekawsze niż bezrefleksyjne czytanie dla samego czytania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>