Maciejka Mazan – „Pina, zrób coś”, czyli sposób na poprawę humoru

Teatr, to miejsce, które tętni pozytywną energią, przenosi do innego świata i ma w sobie niesamowitą magię. Doskonale wie o tym grupka śpiewająco-grająco-zwariowanych przyjaciół. Pina i pozostali aktorzy-amatorzy postanawiają podbić świat swoim talentem, by zebrać pieniądze na operację bliskiej im osoby. Może to nie brzmi jak opowieść porywająca od pierwszych stron, ale na pierwszy rzut oka banalna fabuła kryje mnóstwo niespodzianek i przede wszystkim gigantyczne pokłady humoru, a przy tym wiele opowiada o teatrze i świecie artystów.

pina zrob cos kto czyta nie pyta recenzja nasza ksiegarnia maciejka mazan okladka wielkanoc babie lato blog

Powiem Wam, że normalnie kocham teatr. Kocham w nim wszystko: zapach sceny, zapach kulis, bo to są różne zapachy, tę ciszę na widowni, kiedy nie ma ludzi i jest próba, ten gwar, kiedy ludzie zaczynają się schodzić i zagląda się na widownie, już na adrenalinie, no i właśnie tę adrenalinę, która zaczyna mnie nosić, kiedy tylko zobaczę scenę. Serce mi bije, dłonie się pocą, jeśli mam perukę, to spod peruki spływają mi strugi poty, rozmazując makijaż, więc muszę uważać, żeby nie pocić się na makijaż. Przeklinam chwilę, w której przyszło mi do głowy zrobić przedstawienie, i za żadne pieniądze nie zgodziłabym się, żeby to przedstawienie nagle odwołano.

Komedia z przesłaniem – tym dla mnie jest ta książka. Z jednej strony śmiałam się w głos (co przy książkach zdarza mi się rzadko), a z drugiej strony parę razy musiałam się oderwać od lektury i przetrawić to, co przeczytałam. Pod warstwą humoru jest bowiem skrytych parę istotnych przesłań… Nie da się ukryć, że nasze postępowanie i jego skuteczność w dużej mierze zależą od motywacji – książka jest pewnym dowodem na to, że „dla chcącego – nic trudnego”, jednak wszystko wymaga poświęceń i pełnego zaangażowania.

 

Niesamowite, jak sukces dobrze robi na głowę. Ta prawidłowość wcześniej nie rzuciła mi się w oczy, bo jakoś nigdy nie miałam osobistego kontaktu z prawdziwym sukcesem. Fakt, że właściwie nie całkiem był to mój sukces, niczego nie zmieniał. Stałam się kimś innym. Kimś odważnym, powiedziałabym nawet: odważnym do szaleństwa. Byłam gotowa robić wszystko to, czego dotąd się obawiałam, chodzić tam, gdzie ze strachu dotąd nie chodziłam, i ogólnie rozrabiać jak zając w kapuście.

 

Zwykle narracja pierwszoosobowa działa mi na nerwy, jednak tutaj muszę ją uznać za atut. Tytułowa bohaterka – Pina, ma w sobie bowiem tyle ciepła, ironii i inteligencji, że pokochałam ją po pierwszych paru zdaniach. Dziewczyna jest jedną z tych osób, które potrafią na rzeczywistość spojrzeć z przymrużeniem oka i pokazać świat z weselszej strony.

 

Zapomniałam chyba nadmienić, że rzeczywiście pracuję z ciekawym zjawiskiem natury: rozkapryszonym, zepsutym do szpiku kości, przeważnie kwękającym i niezadowolonym, genetycznie obciążonym charakterem obrażonej księżniczki – co w najmniejszym stopniu nie odbija się na jego pięknym, supermęskim obliczu. Tym zjawiskiem oczywiście jest Jacuś. Wiele razy, idąc z Jacusiem ulicą, widziałam oglądające się tęsknie tłumy rozmaitego wieku i płci. Szczerze mówiąc, nie lubię się z nim pokazywać, bo nigdy nie budzę tak powszechnej niechęci w społeczeństwie i nie bywam obrzucana tak morderczymi spojrzeniami, jak wtedy, gdy można mnie jakże niesłusznie uznać za dziewczynę Jacusia.

 

Były plusy, czas ujawnić parę maleńkich minusów. W książce zabrakło mi nieco bardziej skomplikowanej fabuły i szczegółów, ale na szczęście zupełnie nie o to w tej książce chodzi. To nie jest kryminał, który ma nas zaskakiwać na każdym kroku. Pina, zrób coś to po prostu przyjemna historia, która mogła wydarzyć się naprawdę i to jest w niej właśnie piękne. Chciałabym jednak odnaleźć nieco więcej wiedzy o teatrze i świecie artystów, który jest dla mnie czymś zupełnie obcym.

Mogłabym naszpikować tę recenzję wielką porcją śmiesznych fragmentów, ale nie chcę Wam psuć zabawy… Dodam jeszcze tylko moje ulubione (jakże prawdziwe!) dwa zdania:

Chłopak znów spojrzał tempo. Słowo daję, czasami w oczach widać puste miejsce na inteligencję.

Pina, zrób coś to wyjątkowo udany debiut literacki. Maciejkę Mazan z marszu pokochałam za lekkie pióro, zwariowane porównania, dopracowane postacie, humor (zarówno słowny jak i sytuacyjny) jak i za ciekawą fabułę. Jest mi smutno, że książka skończyła się tak szybko, gdyż zdążyłam się mocno zaprzyjaźnić z tymi szalonymi ludźmi. Właśnie takiej lektury mi było trzeba – odprężającej i zabawnej do bólu! Polecam Wam ją z całego serca jako miły przerywnik od szarej (i niestety nieco smutnej) rzeczywistości.

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia! :)

 

  • Autor: Maciejka Mazan
  • Tytuł: Pina, zrób coś!
  • Seria: Babie lato
  • Gatunek: literatura kobieca
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 269
  • Rok Wydania: 2016
  • Numer Wydania: I
  • Wydawca: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:  5/6
Ten wpis został opublikowany w kategorii humor, literatura kobieca, polscy autorzy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>